Durmstrang Institute


 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Pilnie poszukujemy kadry szkoły! Uczniowie którzy nie mają dormitorium proszeni sa o wysłanie PW do Mistrza Gry lub Vivian Foss oficjalnie forum zostaje na nowo otwarte. Turniej odbędzie się dopiero kiedy uzbierają sie wszystkie drużyny!

Share | 
 

 Pandora vel Pandzia White "przyszły" metamorfomag

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Pandora White
Uczennica
avatar

Liczba postów : 25
Join date : 28/04/2011

PisanieTemat: Pandora vel Pandzia White "przyszły" metamorfomag   Czw Kwi 28, 2011 7:56 pm

    Lato w tym roku nie zaczęło się jak zwykle. Cały świat zawalił mi się na głowę sprawiając, że znalazłam się w czarnej dziurze. Kolejna sesja z doktorem Frostem zapowiadała się jak zwykle. Od tej całej serii niefortunnych zdarzeń moi dalecy krewni załatwili mi zajęcia z psychologiem by jak najszybciej mogła wrócić do „normalności”. W gabinecie mojego terapeuty zawsze czuć było zapach krówek pomieszanym z mocnym aromatem świeżo mielonej kawy. Doktor był niskim przygarbionym człowiekiem. Zza grubych okularowych denek patrzyły się na mnie wielkie brązowe tęczówki. Miła starsza twarz sprawiała, że człowiek z łatwością dziecka zaczynał mu ufać. Tak właśnie wygląda przestępca idealny, jednak on nie był przestępcą. Na jego sumieniu jest wiele błędów przyszłości, które obecnie zna niewielu i najlepiej by tak pozostało.
    Po raz setny zmieniłam pozycję na tej niewygodnej kozetce. Odkąd zaczęły się te spotkania zazwyczaj tylko siedzę i patrzę, czasami kiwając głową na „tak” albo „nie”. Kiedy każe mi coś opowiedzieć jedyne co robię to kieruję swoją przerażająco bladą twarz w kierunku okna. Rozciąga się z niego piękny widok na niebo, ale nie dzisiaj. Wielkie ciemne chmury zasłoniły całe nieboskłon nie pozwalając spragnionym ludzkim oczom dojrzeć choć kawałka błękitu. Westchnęłam, od momentu rozpoczęcia tych lekcji zdarza mi się to stanowczo za często.
    -Pandoro jak mijają Ci wakacje.- Powiedział swoim niskim głosem doktor Frost. Kątem oka spojrzałam na niego. Doskonale po prostu lepiej być nie mogło. Każdy przecież marzy, żeby jego najlepszy i zarazem jedyny przyjaciel, który równocześnie stał się pierwszą miłością umarł w tak dziwny sposób. Jednak z każdą kolejną lekcją wiedziałam, że jeśli nie będę odpowiadać na zadawane pytania to te spotkania nigdy się nie skończą. Raz kozie śmierć.
    -Jest dość oryginalnie, że tak się wyrażę.- Powiedziałam nerwowo skubiąc rękaw czarnego przydużego swetra. Był to sweter ojca, który zaadoptowałam rok temu, bo On chciał go wyrzucić. Usłyszałam cichy dźwięk zdumienia. Tak naprawdę ja umiem mówić. Fakt z innymi ludzkimi rzeczami jest trochę ciężej, ale mówić jeszcze potrafię. Kątem oka spojrzałam w stronę samontującego pióra, które w kilka chwil na czystym pergaminie nabazgrało moje słowa.
    -Skoro w końcu się odezwałaś może chciałabyś mi powiedzieć co się stało, dlaczego to wszystko wygląda tak, a nie inaczej.- Powiedział przenosząc wzrok ze mnie na swoje biurko, na którym oprócz kilku ramek z co sławniejszymi pacjentami stała również jakaś doniczka z dziwną rośliną. Starałam nie patrzeć się w stronę tego dziwoląga. Po czym przesunęłam spojrzenie na psychologa. Powiedzieć, czy nie powiedzieć. O to jest pytanie. W sumie co mi szkodzi... Chyba tych wszystkich lekarzy obowiązują jakieś zasady... Prawda? Nagle poczułam się jakby ktoś zawiesił mi puchar domów na szyi. Czyżby miał być to znak, że potrzebuję z kimś o tym porozmawiać. Może jeśli w końcu wypowiem z siebie te zakazane słowa to będzie mi lepiej. Kto to wie? Zamknęłam na chwile oczy, próbując przypomnieć sobie wszystko z tamtego dnia. Mimowolnie do moich zaczęły lecieć łzy. Gorzkie. Bez znaczenia. Nie istotne.
    -Skończył się rok szkolny. Jak zwykle pojechałam na wakacje do domu. Wszystko zapowiadało się jak zwykle, rodzice siedzieli w pracy i przychodzili do domu jedynie po to, żeby spać. Tego dnia w cale nie miało być inaczej. Siedziałam przy stole kuchennym, gdzieś w głębi duszy czułam, że coś jest nie tak. Nagle zagubiona we własnym świecie zasnęłam. Po kilku godzinach obudziły mnie kroki ciężkich butów.- Przerwałam na chwilę. Nie wiedziałam wtedy nic o przeszłości moich rodziców. O życiu, którego nigdy nie będą się wstydzić, a jedynie chlubić, iż stali po Jego stronie. Przetarłam moją twarz, rozmazując na niej świeże ślady łez.- Do kuchni wszedł jakiś dziwny człowiek. Nie widziałam go wcześniej. Był wysoki, szczupły i miał długą bliznę przechodzącą przez jego twarz. Blond włosy w strąkach opadały na jego lico. Nigdy nie zapomnę tych przerażających szarych oczu. Mówił coś do mnie, ale te słowa nie dochodziły do mojej świadomości, tak jakby między mną, a otaczającym mnie światem powstał gruby mór. Dopiero po chwili sens jego wypowiedzi do mnie doszedł. Oni nie żyją. Zostali zamordowani przez tych, którzy chcieli się zwać obrońcami ludzkości i całego czarodziejskiego świata, a w końcu sami zniżyli się do ich poziomu.- Powiedziała nawet nie zauważając kiedy opadłam na fotel. Czerwone oczy nieobecnie wpatrywały się w dziwną roślinkę. Doktor przyglądał mi się jak jakiemuś bardzo interesującemu obiektowi badań. Zawsze marzyłam by zostać królikiem doświadczalnym. Pióro z zaskakującą prędkością w te i we w te biegało po pergaminie notując każde moje słowo. Nawet nie zauważyłam jak kolor moich włosów zaczął zmieniać się jak w kalejdoskopie. Skacząc tak od czerni porównywalnej do onyksowego koloru szaty Mistrza Eliksirów po różne odcienie szarość, przez krwistą czerwień, kończąc na moich zwyczajnych brązowych włosach. Znowu poczułam się nieswojo jakby nagle ktoś odebrał mi jakąś ważną cząstkę mnie, która zawsze przy mnie była, ale nagle ktoś ni stad nie zowąd mi ją zabrał. Niepewnie spojrzałam na swoją rękę. Starając się ją zmienić. Nic.
    Nie, nie zgadzam się. Dlaczego? W jaki sposób to się stało? Czy ja to wina?
    Słyszałam czasami, że gdy na metamorfomaga oddziaływają bardzo silne emocje to może nagle przestać móc się zmieniać. Jednak dlaczego ja? Czy na świecie nie ma innych ludzi, których życie jest za nudne. Wszystko co złe na tym świecie musi się przytrafiać akurat mi. Cichy szloch odbijał się od zielonych ścian, zahaczając o co sławniejszych pacjentów doktora. Tak późno to wszystko do mnie doszło. Zostałam sama. Na tym świecie nie ma już nikogo. Nikogo... Nie żebym wcześniej nie była tego świadoma, byłam i to nawet za dobrze. Jednak nie chciałam, żeby to do mnie doszło. Nie chciałam. Miałam nadzieje, że to tylko kolejny sen. Kolejna zmora moich snów. Jednak nie, to była rzeczywistość. Smutna, szara i aż nazbyt realna by można w nią było uwierzyć, a przecież nie dalej jak tydzień temu widziałam ich trumnę. Co to za świat, gdzie ludzkie życia znikają niczym światło latarni o wschodzie słońca. Kończą się z taką łatwością jakby nic nie znaczyły.
    Po tym spotkaniu więcej nie powiedziałam nic o swoich uczuciach. Jedynie przytakiwałam i udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. On w to uwierzył i to wystarczyło by wszyscy zaczęli myśleć, że jedyne co mnie dołuje to chęć zemsty. Chęć naprawy rodzinnego imienia nadszarpniętego przez członków Zakonu. Tyle jej powiedziano. Tajemnicza organizacja o nazwie Zakon Feniksa istniała i była jawnym zagrożeniem dla mojego planu. Tylko na czym on polegał. Po której byłam stronie. Nie wiem tego, ale chce się dowiedzieć. Dowiedzieć nie raniąc nikogo prócz siebie. W samotności, bez niepotrzebnych myśli zniknąć z tego świata.
    Siedziałam w czarno zielonym pokoju. Na ścianach widać było działa mojej ręki. Wszystkie powstały w tym roku. Wielka czarna róża, w której środku spała Alicja z Krainy Czarów. Obok niej wielkie jabłko w czyjejś dłoni. Po całym pokoju walały się pierza, pamiątki po ataku depresji. Brązowe włosy zwykle tak puszyste i miękkie wyglądały jak ptasie gniazdo. Każdy kosmyk wygięty w inną stronę. Cienie pod oczami, przekrwione oczy. Połamane paznokcie i zdrapana farba z kawałku ściany. Obraz nędzy i rozpaczy nie dało się tego innym mianem określić, a pośrodku tego całego chaosu dziewczynka. Dziecko, które w październiku ma skończyć piętnaście lat. Nagle w pokoju rozniosło się ciche pukanie. To skrzat domowy przyszedł z ponowionym pytaniem co chcę na kolacje. Niepewnie podniosłam się. Już od kilku dni widziałam, że martwi się o mnie. Dlaczego, przecież nigdy nie byłam dla niego miła. Wręcz przeciwnie traktowałam go gorzej niż moi rodzice mugoli. Niepewnie spojrzałam w stronę szczątków rozbitego lustra. Zamknęłam oczy i skupiłam się na swoim normalnym wyglądzie. Już po chwili kudły odżyły, oczy nabrały nowego blasku, paznokcie nabrały nowej siły i wszystko było jak dawniej. Jednak nie to była tylko kolejna gra. Gra pozorów, że wszystko jest dobrze. Moja moc jeszcze parę razy wróciły jednak teraz znowu poszła swoją drogą. Może niedługo wróci. Kto to wie? Dlaczego dostałam tę zdolność, kto to wie? Może po to bym mogła nie ranić ludzi dla mnie ważnych moimi problemami. By oni nie musieli się ich istnieniem przejmować. Chyba tak, dostałam je w prezencie by móc odegrać swoją rolę wiecznej męczennicy i buntowniczki bez powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
Admin
avatar

Liczba postów : 318
Join date : 18/04/2011

PisanieTemat: Re: Pandora vel Pandzia White "przyszły" metamorfomag   Czw Kwi 28, 2011 8:06 pm

Akceptuje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://durmstrang.yourme.net
 
Pandora vel Pandzia White "przyszły" metamorfomag
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala Przyszłości
» Polana
» Wzór Karty Postaci
» Zasady i opisy genetyk
» Sponsoring i Punkty Popularności

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Durmstrang Institute ::  :: Genetyka-
Skocz do: